https://sketchlifeinlondon.wordpress.com/2015/05/14/immigration/
Miłość i związki
Zycie zawsze opiera się na napięciach. Do najpopularniejszych napięć należy kontekst damsko- męski. Połowa kobiet na ziemi, oprócz kilku feministek i pracoholiczek, myśli sobie w tej chwili o swoim związku a potem idzie spać i druga połowa z drugiej strony kuli ziemskiej budzi się i robi dokładnie to samo. Podejrzewam, że mężczyźni mają podobnie.
Wiem jedno. Mądrość którą sprzedała mi moja klientka. Atrakcyjna kobieta przed pięćdziesiątka. Któregoś dnia przy kolejnym spotkaniu mówi mi ,”że życie kobiety całkiem inaczej wygląda gdy jest gdzieś jakiś mężczyzna”.
Jest w tym dużo prawdy, chociaż osobiście z wiekiem coraz mniej zwracam uwagi na doniosłość związków w życiu.
Jednak do rzeczy. No więc to będzie akapit dla Pań i pośrednio dla panów.
Uwaga sentencja będzie: Klasyfikacja jest bardzo użyteczna i ma wiele zalet w życiu. Klasyfikacja panów wygląda następująco: niscy, wysocy, grubi ,chudzi, młodzi, starzy, „na poziomie”, „z buszu”. Ja muszę dołożyć jeszcze 1 podkategorię, narodowości.
Zawsze kojarzyła mi się Anglia z dżentelmeństwem. No bo przecież średniowieczne gotyckie romanse rozgrywały się gdzieś w malowniczej Szkocji. Ile łez kiedyś wylały Angielskie damy wspominając zaledwie dotknięcie dłoni ukochanego. Ale przyśpieszamy w czasie z Romeo i Julią i trochę zaloty się zmieniły.
No więc sama zostałam zaproszona na kolację przez rodowitego Anglika. Oczywiście po angielsku kolacja to burger z frytkami. Wszystko bardzo miło i kulturalnie, traktowana byłam jak lady Diana. Dostałam zapowiedz następnego spotkania. No i otrzymuje pytanie:” Czy chciałabym zostać na noc?”
Przesiąknięta trochę jeszcze egipska moralnością poczułam się nieswojo i niestety nie, zwłaszcza że widziałam gentlemana 2 razy po 1 godzinie. Pomyślałam: „unikalne podejście ma Pan ” i żyję sobie w Anglii dalej. Ale podobna „love story” powtórzyła się 2 razy. To już razem trzy przypadki. W Egipcie byłyby to 3 przypadki propozycji małżeństwa. Czuje się zagubiona w tej pułapce międzykulturowej. Dlatego właśnie ludzie powinni zostać całe życie w jednym miejscu, wtedy wszystko jest jasne i zrozumiałe…
Polonia w Anglii
Pamiętam jedno spotkanie z jednym emigrantem koło warszawskiego metra centrum. Wyszedł jegomość o polskiej tożsamości i zaczepił mnie w moim warszawskim biegu do mojej warszawskiej pracy.
Emigrant. Plecak, dżinsy , wzrok zagubiony. Jak tu odmówić słówka pomocy przybyszowi . Zagłuszam więc odgłos wskazówki zegara co mi wystukuje, że mam się śpieszyć i to już bo w tym czasie gdy ja stoje to inni się już tyle na-śpieszyli.
No ale…
Pyta się emigrant:
-Przepraszam bardzo…a gdzie tu można kartę do telefonu kupić..?
Podniosły mi się brwi bo zdziwienie złapało mnie za gardło.
Ciągnie swój nieśpieszny wywód goszcząc się w mojej skradzionej warszawskiemu urzędowi podatkowemu minutce czasu:
-Bo wie Pani …ja w Anglii byłem tyle lat….Z Anglii wracam…I tu wszystko takie inne. Bo j tam w Anglii pracowałem.
-No karty się w kiosku kupuje. Tam ma Pan podziemia. Kiosków dużo, sklepów dużo.
-No dziękuję Pani bardzo . Bo ja tu z Anglii wracam i teraz nie wiem co i jak.. a do domu muszę zadzwonić. Tyle czasu mnie w Polsce nie było.
Poratowałam biednego żeglarza co na ziemię ojczystą wrócił. Mnóstwo sklepów na szczęście o kilka metrów było tylko oddalonych. ..
Prawdziwa historia, miała miejsce rok temu.
Wcześniej słyszałam, że wyruszali marzyciele na wyspy, szukać skarbów. Jechały ich tysiące.
A teraz widzę jak dojechali.
Teraz rozpoznaje naszych na ulicy. A jest ich dużo. Dopiero zrozumiałam jak specyficzne są nasze twarze. Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, że fizycznie się czymś wyróżniamy wśród innych Europejczyków. A jednak. Nie tylko fizycznie, kulturowo też.
Doświadczam co to znaczy być narodem nie lubianym. A Polacy kradną, piją i są „nasty”.
Pracujemy za niskie stawki, nawet za 5 funtów za godzinę co jest nielegalne. Anglicy oczywiście nie są z tego zadowoleni. No ale dla nas taka fabryka to marzenie. No bo przecież takie 6 funtów za godzinę, to w Polsce gdzie się tyle zarabia….
Najpiękniejszą częścią miasta są dla mnie te stare fabryki, przerobione teraz na biura, do których przybywały w latach 50 masy imigrantów z Karaibów, oczywiście też do pracy.
Multilkulturalne Birmingham
W centrum miasta jest wielka nowoczesna biblioteka. No więc jako humanistka poszłam sobie założyć kartę. Wszystko gratis. Każdy obywatel świata może się zapisać. Pani obsługująca interesantów milutka jak w hotelach czy salonie kosmetycznym. No więc kończę rejestrację i Pani mnie pyta: Czym by była Pani zainteresowana, Książki,Literatura dla dzieci, Komputery, Dział Muzyki…?
Ja mówię:
Książki,
Pani:”a…”
Dziwne to „a…” było .Tak się zastanawiam czy coś nie tak powiedziałam. Pani zaraz się ogarnęła i mówi : “To ja Panią zaprowadzę …”
I objaśnia mi wszystkie działy, wypytując dokładnie jakie książki, aż mnie ta troskliwość trochę znudziła.
Pani:” rzadko ktoś pyta o książki więc dlatego ja Panią oprowadzę. Zazwyczaj mamy interesantów na komputery i muzykę, albo studentów.”
Ale zasób biblioteki przeogromny, to chyba największa biblioteka jaką widziałam. Tam dopiero można by się bawić w chowanego.
Kilka pięter, jakieś podziemia, kilka razy się zgubiłam.
Tak chyba wyglądała antyczna biblioteka w Aleksandrii. Czytelnicy tylko pewnie trochę inni…
Ale, ale,
Anglicy doceniają siłę literatury. Widziałam na własne oczy w domu jednego rodowitego Anglika…
Ale właśnie, ilu tu rodowitych Anglików…
W centrum, mało. Przytoczę słowa moich rodaków, zamieszkujących tę ziemię obiecaną od kilku lat. „Same kebaby i Murzyni”. Inne sformułowanie :”Murzynowo i Ciapatowo”.
Czyli, w języku oficjalnym, Birmingham jest multikulturowe. Anglicy jak rodzynki.
My jako naród jesteśmy wyjątkowi. Młodzi Polscy kucharze pracujący tutaj wyjaśnili mi etymologię słowa Ciapaty: „ No bo jest krowa albo białą albo czarna, albo w ciapki”. Tak więc chodzi o Pakistańczyków i zapewne innych o podobnym niezdefiniowanym kolorze skóry. Interesujące jest jedyne w swoim rodzaju słowo „Murzyn”. Bardzo kojarzy mi się z naszą kulturą i tym wierszyku „Murzynek bambo”. Nie wiem dlaczego ale sama się uśmiechałam do siebie kiedy doszły mnie informacje, że na Placu Zbawiciela w Warszawie były jakieś protesty koło tęczy i że w ramach tych nastrojów pobito jakiegoś Murzyna:)
Życie w Egipcie z przesiadką w Londynie.

No więc jestem w dawnym Imperium kolonialnym. Z państwa podbitego do państwa rządzącego.
Wzrósł wielokrotnie prestiż w oczach moich egipskich uczniów jak się dowiedzieli gdzie jestem. Anglia. To słowo daje taki efekt, jak się na mszy w kościele uderza się w taki dzwoneczek trzy razy ( nie jestem biegła w sprawach religijno-kultowych) a potem idzie dym i ksiądz wymawia tajemnicze słowa po łacińsku, a może to i po polsku, ale chwila jest tak podniosła, że do moich uszów dolatuje tylko donośność tego momentu.
Anglia.
To nie jest mój pierwszy wyjazd do Anglii ale pierwszy gdy mieszam się z miejscowymi w sprawach codziennych.
Mój pierwszy dzień w pracy.
Skargi ze strony klientów, że nie mogą się ze mną dogadać. Dokładnie, „że Polka nie rozumie co się do niej mówi.”
Tak, moje pierwsze rozmowy z lokalnymi Anglikami tak wyglądały. Oni sobie coś bąknęli a ja osłupienie. Stres. Wrażenie :nie umiem mówić po angielsku. Kontekst przychylny- dużo Polaków nie rozumie co się do nich mówi. A Anglicy potrafią rozróżnić polskość po twarzy.
Po tygodniu moje ucho się dostosowało do fal nadawczych. Żaden Anglik już mi nie straszny, nawet ten se pleniący i mówiący slangiem.
Czas tu płynie jak w Europie. Nawet jak zwalnia to jest to zwolnienie w przyśpieszeniu. Po ulicy chodzi się szybko. No bo trzeba iść do pracy za te 7funtów za godzinę aby sobie kupić różne rzeczy, które sobie trzeba kupić bo są w sklepie. No i trzeba sobie fajne ciuchy kupić, które ktoś tak w Chinach wyprodukował za 1$ a my musimy zapłacić za tę rzecz 60$. Pracujemy więc myśląc że nabywamy coś wartościowego a tak naprawdę na innym zakątku świata ta sama rzecz jest śmiesznie tania.
Paliwo. W Egipcie kosztuje ok 60gr za litr. W Anglii około 1,5 funta. Więc wypruwamy sobie żyły aby zatankować do pełna. Wyjeździmy kilka uliczek w korku i znowu praca aby zatankować.
Jedyna rzecz która jest tyle samo warta, lub podobnej wartości to kawa w Macdonaldzie.
Zastanawiam się nad sukcesem Macdonalda. Nie chodzi tu przecież o jakość. I chyba mam teorię. Podczas gdy wszystko na świecie się zmienia , smak kawy w Macdonaldzie jest zawsze taki sam. Lubimy to. Lubimy jak coś jest na tym samym poziomie i niezmienne. Nie musimy myśleć, nie musimy szukać. Czujemy się bezpiecznie.
No więc zamieniłam kawę turecką na kawę z McDonalda. W Egipcie do Mcdonaldu chodziła klasa od średniej do wyższej tu klasa najniższa może sobie na taką kawę pozwolić.
Errata, czyli wykaz błędów
Errata,
czyli wykaz błędów…
Koleżanki, które przyjechały za moim śladem do Egiptu i spędziły kilka dni w samym sercu Kairu, zaproponowały aby dodała pewne poprawki do bloga.
Aby oddać sprawiedliwy osąd…
Żyć 30 lat w tych samych poglądach,
tak jest łatwo…
Ale żeby sprawiedliwość i prawda zatriumfowały
oddaję głos koleżankom…
do tej pory podróżowała po Europie
„Jak wchodzi się na twój blog to każda kobieta chciałaby tam jechać.
Jak te 34 lata żyje to nie widziałam takiego syfu,
https://www.facebook.com/photo.php?v=760077360698914&set=vb.100000899714704&type=2&theater
co mnie zaskoczyło fajnie- to, że miasto cały czas żyje, sklepy są otwarte do 3 w nocy, wszystko żyje,
tubylcy narzekali, że im gorąco, a wcale tak nie było gorąco
mnie to zdumiało, że był tam syf ale nie śmierdziało…
Chodzimy w Europie do pubu, a tam zawsze do herbaciarni, to było fajne…
Jeździ się w samochodzie 5-osobowym w 6,7 osób bez problemu, i można jeszcze na samochodzie jechać też przez miasto i nikt się nie przyczepi, jak w teledysku Mia „Bad girls”.
Policja ładne ubranka nosi białe ale za bardzo nic nie robi, tylko herbatę pije ze szklanki.
Największy minus-pozostaje duży niesmak , że wszyscy chcą cię okraść, zawyżają stawki, nie oddają reszty, robią z ciebie głupa, bo cyfry po arabsku, ci uczciwi to ci najbiedniejsi,
nie polecam wycieczki na piramidy bo to tylko kupa piachu i kamieni, i zbyt kosztowna, naciągnięto nas 3 razy więcej niż powinniśmy zapłacić,
wycieczka
1 dzień, wszyscy się pytają czy jesteśmy pierwszy raz w Egipcie , wtedy pewnie im się zaświecała żarówka, pomysł, i pieniążek tam już się kiwa…
oferta 25 dolarów, od 8.00 do 16.00, czemu nie?, wszystko rozrysowała Pani z hotelu, przeliczyłyśmy że tanio, (hotel CAIRO CITY CENTER)
na początku za darmo transfer z lotnisko z miłym panem brodaczem, no i po radzie Kasi, że brodacze są fajni, no i taki był…
drugiego dnia …gruby spasiony tubylec i nas naciągał,
pojechałyśmy na wycieczkę,
1 wycieczka do muzeum papirusów
ale w formie sklepu, wszystkie były w fajnej cenie, najdroższy ok 40 tys funtow egipskich,
na początku zaproponowali nam drinka ,
po prezentacji dostałyśmy karteczki żebyśmy spisały które obrazy kupujemy
spodobał mi się kotek, cena 375 , Pan już podbiega i mi wciska,
i kupiłyśmy za 50 ,
ale Pan był przystojny, broda jak George Michael…
i dostałyśmy kota, który pewnie mieli w 150 egzeplarzach i certyfikat autentyczności,
a wycieczka była for free…
No i później do piramid, od razu skręcił w taką uliczkę aby nas zabrać do tego Araba na wielbłądy, na kartce mieliśmy 60 za wstęp, ale tu mamy najtańsza za 190 , przekonywania
w końcu za 2 osoby 600funtow ,
od tubylców wiemy, że jak ktoś zapłaci 150 to przepłaci,
piramidy nie bardzo,
remont sfinksa,
na końcu Pan powiedział, że teraz czas na napiwek dla przewodnika, jak wyciągnęłam 10 funtów to za mało, on 100 chce,
zniesmaczone , zabrał nas do muzeum kwiatu lotosu, zapachy, perfumy i można było kupić,
ta sama procedura ,welcome drink, opowiadanie, ale już nie chciałyśmy,
i wycieczka się skończyła o 11, oskubane z kasy
jak mogłyśmy tak się dać nabrać…”
Meżczyźni a kobiety
Jak zrozumieć mężczyzn w Egipcie. Bardzo prosto, istnieje podręcznik i instrukcja obsługi w jednym. Autora nie znam…, ale szukajcie pod nazwą Koran.
Kiedy my patrzymy na jakąś rzecz po prostu nasz wzrok pada na dany przedmiot. Droga padania wzroku Egipcjanina jest trochę bardziej złożona, ma jeden etap więcej. Najpierw oczy, potem światło pada na Koran, i dopiero potem tworzy się odwrócony obraz w mózgu. Jeśli wytniemy Koran z procesu patrzenia, cały proces odbioru okaże się nieudany.
Oczy…
Oczy są ciekawą metaforą. Dużo rzeczy, w tym złych rzeczy, opiera się na wzroku. Na przykład, wiele ludzi kładzie Koran na szybie samochodu, tłumacząc to tym, że chronią się w ten sposób przed wzrokiem innych. Ojcowie nie lubią, kiedy inni patrzą na ich dzieci, tak jakby inni im zazdrościli i ta zazdrość w oczach jest jakoś niebezpieczna.
No i oczywiście przykład numer jeden, panie z chustami na głowach. Ma to ich chronić przed wzrokiem mężczyzn. Hijab nie jest symbolem zniewolenia kobiet. Co nie oznacz również, że im pomaga w drodze do równouprawnienia.
Historia hijabu jest następująca:
W Koranie Mohamed kazał kobietom się zakrywać aby były bezpieczne przed ewentualnymi atakami jak wychodzą z domu. W tamtych czasach mężczyźni byli trochę bardziej „instynktowni”.
W tamtych czasach to miało wielki sens.
Koran jednak opóźnia znacznie lub uniemożliwia przemianę kulturową. Kobiety dalej się zakrywają a mężczyźni są dalej „instynktowni”.
“When you have an itch, you scratch.
But not to itch at all
is better than any amount of scratching.”
(Jak nas swędzi to się drapiemy,
Ale brak swędzenia
jest lepszy niż każda ilość drapania)
Nagarjuna (Buddyjski filozof)
Czyli najlepiej wyeliminować przyczynę.
Pomost między hijabem a nowoczesnością to telefon komórkowy. Chustki są bardzo praktyczne, służą jako „trzymaczki” do telefonu. Można prowadzić samochód i rozmawiać, i mieć wolne ręce.
Hijab wokół głowy doskonale trzyma komórkę przy uchu…












